Potrawa

Zastanowienie. Koncepcja. Kierunek. Składniki
Mycie, obieranie. Krojenie na części. Kolory
Mieszanie barw, czerwieni mięsa, z zielenią ziół
Zapach rąk od przypraw. Tworzy się coś pięknego

Czas spokoju. Cierpliwości. Dojrzewania w marynacie
Gotowania lub duszenia. Niech dochodzi ile zechce
Odwdzięczy się za kilka godzin lub kilkanaście. Nieważne
Dla dobrej kuchni nie ma granicy czasu. Końcem jest smak

Powonienie wyczuwa efekt mieszania się składników
Pierwszy akt sztuki w oparach, delikatnym buzowaniu
Pierwsza próba smaku. Jeszcze trochę. Mam czas
Wielki świat kreacji w garnku. Jak obraz, muzyka

Paleta barw ekspozycji na talerzu. Zapach. Smak
Końcowy wytwór ludzkiej myśli w oparciu o naturę
Smak dochodzi do przestrzeni ust, gardła, przełyku
Koniec. Kubki smakowe biją brawa. Jest pięknie

Gotowanie to piękna sztuka

Jedynak

Noc. Pozostawiony przez los na pastwę losu
Nikt. Nikt mnie nie ucałuje na pożegnanie dnia
Na przywitanie nocy. Nikt. Jeżeli nie ma mamy i taty
Jestem sam. Nikt ze mną. Nie ma czułości w życiu

Jestem już sam

Nieważne, że bez rodziców. Bez nikogo z pomocą
Kto mógłby wiedzieć, pomóc? Jak mało mówię?
Nieważne. To moje odczucia. Moje cierpienie duszy
Nie ma nikogo w nocy. Jeżeli nikt nie chce

Ja też nie chcę

Sen w smutku, samotności. Idę samotnie drogą
Gdzie wszystko wynikiem własnej pracy. Tak jest
Jak sam nie przytulę się do poduszki cierpień
Nie poczuję radości, Iż sam sobie to zawdzięczam

Życie jedynaka

Sen

Sen z Tobą w mojej głowie. Nie pierwszy
Nie ostatni. Skąd wiesz, że nie ostatni?
Chodzisz mi po głowie. I wiesz, że to lubię
Na ekranie życia widzisz moją podświadomość

Jemy posiłek, rozmawiamy. Jak na jawie. Śmiech
Jak zwykle fajne, długie rozmowy. Wieczorem
Potem spacer w blasku księżyca, gwiazd
Jak co dzień w sytuacjach prywatności

Powiedziałem Ci o tym. Nie mam wpływu
Jest mi z tym bardzo przyjemnie. Mimo snu
Mogę być z Tobą gdy nie śpię i śpię. Dzięki
Dlaczego tak? Przyjemnie. Dlaczego?

To moja podświadomość. Tak. Myślę o Tobie
Nie wstydzę się tego. To budzi się nocą
Chodzisz mi po głowie. W każdym zdaniu
W każdym słowie. Dotykając lekko swą osobą

Nie mam wpływu

Ty wiesz, że to nie koniec

Tak, chcę więcej

Sztuka kreacji

Mam to, czego nie mam
Jestem tam, gdzie mnie nie ma
Wierzycie w to. Mam wasze poważanie
Kompleks niższości?

Próba dowartościowania

Nie mogę być sobą. Szarym człowiekiem
Nie miałbym wówczas tylu polubień
Maska na twarzy. Sztuka trwa dalej
Jestem fajny. Tak z odległości

Pomysł kreacji na teraz

Bez spotkań. Rozmów. Kontrola dostępu
Mam swoje pięć minut wśród społeczności
Prawdziwa twarz. Przed lustrem. Dla siebie

Po sztuce

W garderobie rzeczywistości

Projekt

Zaprojektowałem Cię. W marzeniach i snach
Pokazując inny świat. Niebo, słońce. Radość
Pobudzając zapach, smak, wzrok życia na ziemi
Dając ciepło do serca. Ogrzewając duszę. Jesteś

Kobietą

Masz ciało. Uśmiech na twarzy. Aktywacja projektu
Dotychczasowe funkcje wzmocnione. Większa siła
Umiejętności. Odporność na złe chwile życia
Powoli stajesz się posłuszna woli zdarzeń

Mam pilota. Wskazuję kierunek

Analiza nowego miejsca. Parametrystyka egzystencji
Adaptacja funkcji życiowych do nowego otoczenia
Poszukiwanie miejsc niezbędnych do przeżycia
Projekt rozpoczął misję przetrwania

Jesteś, czujesz, wierzysz. Uśmiechasz się

Zmiana danych systemu. Samoczynne myślenie
Brak kontroli sterowania. Idziesz tam gdzie chcesz
Czujesz ciepło moich rąk. Nie chcąc być lalką
W teatrze wielkich niewiadomych. Historii nieznanych

Projekt wymyka się poza obszar kontroli

Pod Twoją skórą uczucia. Nie bezwolnego automatu
Kobiety w planach posłusznej woli innych. Cel uświęca środki
Dla dobra nauki. Ale ty nie chcesz zostać manekinem
Rozbite szkło Laboratorium Miłości. Odchodzisz

Kto nad kim przejął kontrolę?

Skrzydła

Siedzę, w ciemnym kącie korytarza. Oczekując
Czy wszystko u Ciebie już w porządku. Usta milczą
Łzy zastygły na skalnych policzkach. Czekam
Nie ma Cię w Polsce. Jestem myślą w Ukrainie

Na szybach piszesz deszczem „Wszystko w porządku”
Uśmiech słońca na mej twarzy. Unoszę ramiona
Jak skrzydła radości. Latam po korytarzach ufności
W dobro. Byś dobrze się czuła. Jest wspaniale

Śmiech, pogodny śmiech. Moja radość w sercu
Lot na skrzydłach do Zaporoża, by mieć czuwanie
Na Twoim spokojem, zdrowiem, sercem i duszą
Jest dobrze. Jestem spokojny

Cytryna

Kolorystyka dobra. Obierasz do żywego
Żółty opada skórą. Tylko miąższ i sok
Ile razy w nocy zobaczyłaś mnie nagiego?
Nie z ciała. Z serca i duszy. Na talerzyku

Z nożem

Jest potrzeba, plaster do ciepłej herbaty
Lub cała do wyciskania miarę potrzeb i konsumpcji
Jest plan przeznaczenia wedle potrzeb własnych
Póki miąższu starczy. Bo tylko tym jestem

Prawda?

Cytryna nigdy nie dowie się urwana z drzewa
Jaki jej los. Jakie jej przeznaczenie. Człowiek
Każdy z nas może być taką żółtą cytryną
Mamy miąższ i sok. A reszta?

Zostaje BIO, co mam

Wykorzystane

Wieczór

Wieczór. Chodzisz po ścianach. Nie dość własnych problemów
Nie odpowiadam. Czy to ostre słowa, krew na sercu. Rana?
W mroku znaki zapytania. Prośby o wybaczenie. Jestem obok
Odeszłaś tylko na chwilę. Pozostałem również w smutku

Jestem. Bo wiem, że tego potrzebujesz. Samotna w ciemności
Chodź. Pochodzimy razem po ścianach. Masz moje ręce. Serce
Nie jesteś sama w tych trudnych dla zdrowia chwilach. Ciepło rąk
Niepewność zamieniona w spokój. Ukojenie. Poduszka, kołdra z duszy

Po wielkim smutku, radość na Twojej twarzy. Uśmiech. Cudowny sen
Jestem obok, okrywając Ciebie ciepłą kołdrą nadziei
Również o poranku. Budząc brzaskiem dnia, promieniami słońca
Nowy dzień. Pełen nadziei. Z ogrzaną w nocy Twoją duszą. Radością

Jesteś na nowo. Mocna, uśmiechnięta. Do dalszej drogi życia.
Czujesz moje ciepło. Dziękujesz z głębi serca. Ukłon szacunku
Jestem blisko. Nie ma odległości między Warszawą, Zaporożem
Jest pusty pokój Twego serca napełniony siłą

Jestem przy Tobie

Opieka

Nie jesteś sama. Od początku tej ziemi
Podążam za Tobą w cieniu. Wedle życzenia
Nie ma trudności nie ma łez, zwątpienia.
Są skrzydła, mocno wyciągnięta dłoń

I uśmiech

Nie wiesz, czy masz czas. Czy chcą Cię tutaj
Nieważnie. Nie jesteś sama. Ukryta w cieple rąk
Schowana w kołdrze ramion, zdarzeń, przypadków
Jestem. Od dnia do nocy. Z worami na oczach

By być na dobre i złe

Ocieram trwogę, niepewność i łzy z Twoich oczu
Na tej wyspie jest gość i gospodarz. Witaj na ziemi
Ten sam barszcz, gołąbki, uzvar. Jak w domu
Ciepło rąk Ukrainy w Warszawie. Ogień troski

Dla Ciebie

Cokolwiek. Gdziekolwiek. Obiecałem sobie w duszy
Jestem słońcem i księżycem. Tęczą i deszczem
Pomagam jak mogę. Tak po prostu, jak człowiek
Masz, czego potrzebujesz. Po to jestem w tym miejscu

Daj mi uśmiech księżyca, odbity blaskiem w Dnieprze

Daj mi swój uśmiech. Daj mi uśmiech z Zaporoża

Poduszka i kołdra z duszy

Moje twarde łzy. Jak skała. Nie chcę
Byś spała na podłodze. Proszę, chodź
Chodź w ramiona me. Okryję Cię puchem
Duszy, ciepłych ramion. Nie śpij na twardym

Proszę

Będę Ci szukał jak wilk. Miejsca jakiego chcesz
Byś tylko mogła zasnąć w miękkiej pościeli
Zaśnij w spokoju, z uśmiechem na ustach
Będąc bezpieczna. Radosna. Z miejscem na ziemi

Chcę tego

Niech łóżko będzie coraz większe. Niech pokój
Rozrasta się w miarę potrzeb Twoich, jak życzysz
Bym mógł ułożyć Ciebie do snu. W spokoju
Całując mapę ciała na pożegnanie