Granica

Pierwszy raz. Nic strasznego. Parę głębszych
Szum w głowie. Jest dobrze, a nawet świetnie
Wypita ciecz w Twoim ciele. Nie ma smakować
Ma poniewierać na życzenie. Życzenie rozkazem

Jest moc. Jest wrażenie. Trudno zrezygnować
Czy ja decyduję? Ty za mnie? Chcę więcej?
Nie mam kontroli nad umysłem, ciałem?
Mnie to nie dotyczy. To tamtych. Z marginesu

Stoję na półce. Sięgasz w miarę potrzeby
Pij do dna. Odeśpisz. Mnie też miło wewnątrz
Lekki umysł, słów swoboda. Świat wiruje wokół
Sufit staje się podłogą. Ściany jedną masą bieli

Ból głowy o poranku. Rezygnujesz z pracy
Brak siły, ruchy rąk. Złość. Leczysz „to” piwem
Pustak kieszeń, wyrwany portfel. Sprzedajesz
Wszystko. Puste ściany. Dalej. Za każdą cenę

Akceptujesz niewolę. Nie wyjdę bez końca
Pijesz. Dla końca. Nie ma końca. Bez dna
Nie pokarm, a ostatnia woda toaletowa
Śmierdzisz z ręką po prośbie. W kradzieży

Samotność w pustym domu. Na moim sznurze
Pan ktoś, potem nikt. Niczym Golum Tolkiena
Wszystko jest dla ludzi, lecz każdy z nas inny
I każdy z nas ma odrębną granicę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *