Leżysz we mgle spowitej kłębami dymu armat Oczy już zamknięte, R.I.P. wypowiedziane Medal i awans wspomnieniem o Tobie W przemowie, o słusznej postawie i sprawie
Oklaski, modlitwa, spełniony czyn wobec ojczyzny Mimo że nikt nas nie napadł, Twe szczątki daleko Masz swoje pięć minut na mowie pogrzebowej Na ustach wszystkich, po śmierci
Inna forma Celebryty Podpisy ważnych tego świata, pakt zobowiązuje Gabinet, garnitur, decyzja Jedziesz by walczyć o „demokrację”
Jesteś już daleko
Łzy bliskich nie wyschną, bo tak trzeba Już między aniołami, w szeregu ku piekłu Przynajmniej wiesz ku komu wznoszą miecze Ty nie musisz
Płomień zniczy majaczy w oczach Zapamiętany uśmiech Twój na fotografiach Byłeś jednym z nas, walcząc tylko dlatego Bo taki jest układ
Patriotyzm rzeczą chwalebną, gdy wróg u granic Wiara, nadzieja w niepodległość od setek lat Dzisiaj nie z kim, po co, a dlaczego
Witając nieznajomych „Dzień dobry” na ulicy Uznają za kretyna lub akwizytora Lecz jeśli „kurwa” ktoś rzuci To „nowy” czas kultury
Zapomnieć o proszę, przepraszam, dziękuję? Nie, lecz archaizm passe, dziś liczy się „charakter” „Mam w bibliotece wiele ksiąg o wychowaniu” Smoking, białe kruki. Wszystkim pokazywałem
Jestem lepszy, niż cham ze wsi, żul z bruku Moje „kurwa” na salonach to jak koniak przy winie Tanim, bo straciło wartość, wraz z upływem czasu Mam klasę, pełen luz, uśmiechy w koło
Mam klasę, bo sam w to uwierzyłem
Swego czasu antypatia wobec ludzi ze wsi Że to chamy, prostaki, kłos w dowodzie, słoma w butach Miejmy takich za prostotę, z których pracy chleb jemy Z godnością wobec ziemi, szacunkiem wobec ludzi
Od tych, którzy choćby milion kursów zaliczyli Protokołów zachowania, zawsze będą kopią Nieudolną człowieka odzianego choćby ładnie Nadrabiany prostak, prostakiem pozostanie
Wychowanie, jakiekolwiek z domu wynosimy Brak autorytetów?, naturalność wystarczy Książki nie wystarczą, bo będziemy tylko lalką Błaznem, udającym kogoś innego
Dopóki nie przyjdzie znikąd ból Nie będę czuł co ty czujesz Gdy spoza bliskich umiera ktoś Wyrazy współczucia, lecz nie zrozumienie Nie będąc tam, gdzie los innych zagnał Nie mówię nic Nie wiedząc, nie czując Wyciągam dłoń Wiem, co sam będę czuł W chwili dotyku. Znikąd
Obowiązek spełnienia, powinność którą spełniasz Wobec własnego sumienia, bo tak trzeba, bo tak być powinno Gdy już innej drogi nie ma, obowiązek spełnienia Staje się koniecznym tak, lub milczeniem odchodzącym
By w zmęczeniu ukryć chwile kiedy czekam, kiedy pragnę Pozostawić mnie samemu sobie Niech emocją w duszy czeka, za drzwiami niepokojów Wszystko jedno, śpię, nie obchodzi mnie, co robi
Nie jestem w jego wnętrzu. Nie widzę, nie czuję A ja w deszczu, tak po prostu, najzwyczajniej w świecie I po burzy tęcze kreślę, ku spokoju sumienia Wychodząc z korytarzy złudzeń nie czekam na audiencję Już nie czekam. Duszę z szatni zabrałem
Czasem chwile z dzieciństwa, na skałach policzków łzy Piwo w ręce, chleb z cebulą, papier i mam wszystko gdzieś Jak mama Nie dać się temu co było, walczyć o to co jest
A w razie czego z otwartej walić słowem prosto w pysk Rzeki czasu nie zawrócę, wpływu na teraźniejszość Ale mam prawo do życia, lepszego niż było Twoja radość moim balsamem na duszy
Spokojnie, bez głodu, płaczu, strachu i krzyku Każdy z nas żyje zgodnie z własnym sumieniem Gdzieś we śnie przypomina się Na pewno czasem dzieciństwo
Tylko czy muszą za to cierpieć?
Czasem robi się smutno, w cieniu przeszłości Tylko na chwilę, pamiętam w oczach, żyję dalej Może właśnie dlatego kochany Bóg Za cierpieniem posłał dobroć
Jestem wyrocznią Twojego losu, Panią Twej egzystencji Na ekranie, w słuchawce, czy w gabinecie Twój los, moja gra, zaczynamy zabawę o życie Ty pytasz, ja mówię. Co chcesz usłyszeć
Uśmiech, magia atmosfery, rozkładam karty Twoja droga Podaj swoją datę urodzenia Pragniesz tego samego co wszyscy
Twoje życie bardzo się zmieni Nowa miłość w życiu, pieniądze, praca Uwierz w to, o czym marzysz Każdy los wygrywa, za to mi płacą
Budzisz się oczekując na lepszy czas Wsparty ręką wróżki masz wielką nadzieję Że spełni się to o czym wiesz Czego pragniesz
Nic się nie dzieje? Czar magii prysł? Przecież tego chciałeś, wysłuchać swoich pragnień! Nie spełniły się? Wiem dlaczego Przyjdź do salonu, powiem Ci co zrobić
Noc przewraca z boku na bok myśli o przeszłości Ognisko wielu bliskich żywot uśpione w popiele Ciemność wzniesień grobów porośniętych chwastami Rozpalam w duszy świeczkę pamięci
Na ziemskim padole w tylu miejscach oddaliście tchnienie Salony miast, chaty wsi, bezkresne stepy wschodu Niebo i krzyż na rozstaju dróg w ostatniej chwili takie same Wszędzie
Zapada mrok zamykanych przez Boga oczu
Modlę się słowami nauczonymi przez was od wieków „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie” Pierwsze krople deszczu łez na ścianie twarzy Usta milczą, ramiona wasze w myślach mnie utulą
Nie dziecko, tej zabawki nie bierz z półki Bo ty musisz mieć samochód sterowany Choć byś nie chciał się tym bawić Może dla mnie to ambicje Może mnie to bawi?
Na zajęcia dodatkowe kalendarz rozpisany 24 na 24 masz być w życiu kimś, rozumiesz Ja wiem, że to jest dla Ciebie przydatne Ty jeszcze tego nie wiesz, dla swojego dobra
Od początku życia wiem lepiej co ważne w życiu Jako autorytet z zerową punktacją błędów Słuchaj się, a wyjdziesz na ludzi Wstajesz i wiesz co robisz, chcesz czy nie chcesz Dla twojego dobra
Jeżeli dostaniesz w dupę od życia Bo masz tylko pokazaną jedną stronę Trudno, takie jest życie, pamiętaj jednak Bez laurów nie pokazuj się w domu
Spełniasz moje cele i marzenia
Jeżeli spotkamy się na pogrzebie Bo rzucisz się w akcie desperacji pod pociąg Po prostu uznam to za swoją porażkę Zawiodłem się na tobie