Przed operacją

Trzymasz fason do drzwi zamknięcia
Nie mogę, nie mogę nic zrobić
Chcę śmiać się nie płakać!!!
Bóg zabrał mamę

Trzymam w myślach Twoją dłoń

Biel fartuchów, byle nie skrzydła aniołów
Stan faktyczny jak kamień w głowę
Nie obudzę się, dopóki nie zobaczę
Twego snu wśród żywych

Można przejść Aleją Obojętności
Spokój, opanowanie, jakie to słowa
Do czasu gdy nie dopadnie nas
Rzeczywistość utkana w barwach

Niepewności, w korytarzu
„Operacja, nie wchodzić”

Skała

Biel łóżka i przygotowanie, kiedy przyjdzie
W brzasku dnia, w mroku nocy
Czy zdążę spojrzeć jej prosto w twarz
Nim uściśnie ramiona i zamknie oczy?

Twardy jak skała, będąc już blisko śmierci
Dziś jest Ci już wszystko jedno
Masz honor, by godnie przyjąć decyzję losu
A co ja mam powiedzieć?

Twój syn

Przygotowanie? Do czasu spotkania
Mnie nikt nie przygotuje

Inny

Mańkut z platfusem. Tak, jestem Inny
Leworęczny odmieniec chodzący jak kaczka
Tak mnie świat zastał, i pozostawił
Bez koniecznej „na siłę” zmiany

Kto widzi, zwraca lub nie uwagę
Zostawmy to przeszłości i Bogu
Kto zwraca uwagę na innych odmiany
Woli nie myśleć o swoich?

Odchył do normy to poszukiwanie
Ideał i Inni poza progiem normy
Dziś kolor skóry, jutro religia
Pojutrze mogę być poszukiwany

Każda „inność” dobrym powodem

Nie szukam u ludzi niczego, nie oceniam
Nie zaprzątam sobie głowy, tym
Kto ma piegi, jest mańkutem, czy jest łysy
Pozostawiam to każdemu sobie

Z szacunkiem wobec Innych

Ster

Jak król Królestwa Hiszpanii Karol
Od rana do nocy, wiem co będę robił
Gwoli braku asertywności
Aż do śmierci

Rób, to rób tamto, zrobiłeś, rób to
Strategia planowania dnia bez końca
Bez zapytania, „Czy chcesz to zrobić?”
Przecież to najmniej istotne

Lista zadań, poleceń wydłuża się w czasie
Spełniam się, jestem zdatnym materiałem
Można kierować, można decydować
Zostawiam szatę Karola. Wychodzę

Zakochanie

Mijam kościół Św. Marcina na Piwnej
„Jesteś moim przyjacielem, pomóż Mi”
Przeoczyłem już swoje stacje metra
Na pasach boję się wpaść pod samochód

Idę chwiejąc się na nogach, za dużo myśli
Ciepło, wiatr, bicie serca, dzwonek do drzwi
Drzwi duszy nie ma mają zamka, dłoń
Ramię drży, sny naprzeciw siebie

Boję się odezwać, piszę, szept maila
Kroki na klawiaturze, wiesz już
Nie mam na to wpływu
Zakochałem się

Porządek

Istota porządku dopóty mniej istotna
Dopóki rzecz ważna jest zagubiona
Nerwy, szukanie rzeczy i winnych
Kto sprzątał i gdzie położył rzecz naszą

Jeżeli jednak, nie mamy potrzeby
Szukania rzeczy potrzebnej od zaraz
Czekamy, kto sprzątnie,
Kto sprzątnie. Za nas

Cisza w strategii, czekanie na to
Kto pierwszy posprząta, kto zacznie
Kto skończy, tak byśmy mogli
Odebrać sprzątanie z zadowoleniem

Warto poczekać, aż ktoś za nas zrobi
Komuś bałagan zacznie przeszkadzać
Dopóki nam osobiście nic nie zaginie
Jak ktoś posprząta, nam nie przeszkadza

Podświadomość

Śnimy o sobie, we dnie, w pogodzie

Bezwolnie, o troskach i przyjemnościach
Jak niewolnicy w kieracie myśli o sobie
W oddali, za drzwiami powiek,

Jesteś ukryta, przychodzisz nagle
Przecież nie myślę, nie pragnę tego
W świetle dnia szczątki rozmów
Mimo to czasem jesteś w mroku

Nie wiem dlaczego, nie znam powodu
Nie jestem w stanie uciec od zjawisk
Dzień nas zastaje w mijaniu siebie
W nocy widzimy się w podświadomości