Z dedykacją dla Pani Edyty Krzemień, w trosce o … głos. By zawsze był zdrowy i brzmiał tak pięknie
Głos. Słowa płyną słodkim śpiewem tkane Drgają fale strun głosowych, płynie muzyka Drzwi ludzkich dusz otwarte na oścież Cisza, skupienie na kamieniach krzeseł
Gdy śpiewasz
Morza nie ma. Nie syreną, lecz kobietą jesteś Głębią głosu pod sklepieniem dusz dotykasz Przymknięte powieki. Nie ma nas na widowni Jesteśmy „za drzwiami” W innym świecie
Gdy śpiewasz
Tu przepona, mocy skala. Emocje w oddechu Coraz żywsze bicie serc, skrzydła ptaków w ciele Ciemność wokół. Tylko głos. Gdzie zabrałaś salę? Nie ma nas, teatru. Tylko głos Twój i muzyka
Pokolenia w albumie, pokolenia w słowach Z dziada, pradziada przekazywanych Jesteśmy w wielu miejscach. Z tęsknotą Za sobą. Za domem swych przodków
Wędrówki na przestrzeni wieków Daleko od gniazda. Pamięć pozostaje Lotnisko. Uścisk. Spotkanie po 300 latach Rodzina. Miłość bez wielkich odległości
Wspólny chleb, serca. Uśmiechy na twarzach Czasem i łzy. Łzy tęsknoty za sobą Jedna krew, jedna ziemia, jedna rodzina Na zawsze i wszędzie. Olszewscy. Kościesza
Jestem do Pani osobistej dyspozycji W każdą godzinę. 7 dni w tygodniu Wychodząc ku oczekiwaniom i potrzebom Tak, aby Panią nadal nic nie obchodziło
Naprawię światło na klatce schodowej Domofon przed wejściem. Oczyszczę klatkę By zyskać Pani zadowolenie. Przez chwilę Dziś raport. Zdanie stanu rzeczy
Skoro rozmawiam
Dlaczego nic nie robię?
Długi czas, przez tłumaczenie się Pani Zalegam z rzeczywistą realizacją zadań Tańczę na krok i tempo jak Pani zagra Pań jest tysiące. Tysiące marzeń i życzeń
Moglibyśmy tak dać się zwariować na wieki Tańczyć dla pierwszej, kolejnej i wielu Dzień miarą czasu. Proszę poczekać Nie jestem zarządcą ludzkich dusz
Jestem nad płytą. Zapalam znicze Trudne z ust słowa. Tak na odległość Ktoś w innym czasie. Zapala znicze Przynosi kwiaty. Ktoś nieznajomy?
Mijamy się w cieniu kamienia krzyża Bez wzroku kochamy siebie nawzajem Te same osoby. W życiu i w niebie Wspólny pocałunek na ustach pamięci
Modlitwa na wietrze. W dywanie liści Kocham Was, babciu, droga prababciu Nie tylko jak kocham . Kocha ktoś jeszcze Mijamy się w cieniu grobów z miłością.
Bóg dał mi rozum, ręce i nogi Siedzę. Tak lepiej w potrzebie Plan na życie. Co trzeba, przyniosą A ja wypoczywam. Zmęczony życiem
Pracy nie szukam. Profesja niechcenia Nie szukam, to nie mam. Jestem w potrzebie Nowy sprzęt w domu. Wystarczy poprosić I po co ludzie się tak wysilają?
Żyję. Bez zmartwień. Masz, to daj Na Twój koszt żyję. Jakie to proste Minimum wysiłku. Bo tak mi wygodniej Moja egzystencja waszą naiwnością
Pierwszy kontakt. Zarys wzrokowy Pozytyw. Reszta się nie liczy Kochamy się. Będziemy szczęśliwi Choć nigdy do końca się nie poznamy
Uroda przyciąga. Etap zdobywania Zrobię wszystko. Co chcesz, tylko powiedz Że mnie kochasz. „Dobrze, zrób wszystko” Ocena poświęceń. Dla stabilizacji.
Pierwsza różnica zdań. Jeszcze w porządku Sto tłumaczeń postawy. „Przecież ją kocham” „I ona mnie kocha”. Wyrwane kamienie Nieważne kto pierwszy. Nikt nie jest winny
Kurtyna na scenie. Scenariusz wypomnień Już nie słodycz, a prosta ocena po zachowaniu Znamy się. Już nie tylko po ciele. Po charakterze. To w końcu przychodzi
Przy pierwszych skarpetach rzuconych na ziemi Kto robi śniadanie, wyrzuca śmieci Romantyzm odjechał. Została codzienność Zderzenie poglądów. Kompromis, przewaga?
Nigdy do końca się nie poznamy. To nie horoskop Prezentacja na lata. „Jestem taki, owaka” „Za pięć lat powiem ci że mam Ciebie dosyć” Loteria. Bierzesz los. Co będzie?
Mówię. Nie słuchasz. Przerywasz w pół zdania Wiesz lepiej. Twoje ma być na wierzchu Uzyskasz to, bo przecież Ciebie wysłucham Idiota. Przecież o to Ci chodzi
Rozmowa to nie jest wymiana poglądów To nawet nie próba wymiany argumentów Nikt do końca nie wysłucha drugiej strony Ważne, kto przerwie, kto komu dokopie
Przestaliśmy ze sobą normalnie rozmawiać Nie treść, ale efekt ważniejszy niż słowa Moje ostatnie, poczucie zwycięstwa Zyskałem przewagę. Bez wiedzy na temat
Nie ma mnie. Gdy nie ma potrzeby Nie żyję. Za życia. Od lat znajomości Nie spytasz, co u mnie słychać Masz sprawę. Dzwonisz. Jestem potrzebny
Możesz mnie nie znać lat kilkanaście Słyszałeś jednak, że czymś się zajmuję Gdybyś każdego miał pytać o zdrowie Wystarczy pamiętać kto w czym przydatny
Nie ma potrzeby, nie ma rozmowy Nie jestem człowiekiem, a pomocnikiem Być żywym, gdy ty potrzebujesz Znasz mnie. Bo mogę Ci pomóc.