Nie będzie rozmowy. Nigdy jej nie było Próby głosu ścinane batogiem krzyku Wyrokiem milczenie. Potem cisza i spokój Przyklepać łopatą. Problemy w grobie
Twoja recepta na spory. Normalność?
Już jest w porządku. W Twojej ocenie Bez prawa głosu mam to akceptować Zdziwienie. Dlaczego się nie uśmiecham? Nie sztuką grzebać za życia. On też czuje
Dany palec zjedzoną ręką. Bez kompromisu W nurcie „zaufania” kontrola mojego życia Jest dobrze, wtedy kiedy ty mi powiesz Do następnego buntu na pokładzie
Milcząc wychodzę z krat Twej „wolności” Każde z nas widzi ją na swój sposób Lecz tylko ty masz prawo głosu, decyzji? Unoszę głowę. Bunt się rozpoczął
Choroba. Wewnątrz ból. Wyrzucone z ciała ciecze Szum w uszach. Mrok Pokrywa oczy. Posadzka Chcę paść. Usta w krzyku Wszystko jedno. Leżeć Ustał ból. Znów na łóżku Nie ma snu. Czekanie Bez bólu na ból. Chwile Słodkie. Bez cierpienia Może to już koniec Chcę zasnąć. Nadchodzi Nie krzyczę, wyję. Boli Co pięć, co dwadzieścia Minut. Przerwy błogością Marzę o zwykłym śnie Tylko tyle
Pamięć o ojcu. Znicze palą się w sercu Twój czasu brak. Masz inne sprawy? Jestem na grobie. Szept modlitwy Igła w skórze. Sam. Ciebie nie ma
Masz czas, by poprosić mnie o kasę Chwila dla żyjących. Czy jestem fundacją? Nie masz czasu dla tych, którzy odeszli? Nie mam czasu dla Ciebie
Szacunek dla tych którzy dla są bliscy W pamięci dusz. W kołdrze łez. Zawsze Są z nami i mamy dla nich czas. W sercu Czego nie dasz zmarłym, nie oczekuj od żywych
Po wszystkim. Dusze jak kubły pełne śmieci Do których nawrzucaliśmy sobie nawzajem Milczenie przy stole. Milczenie w pożegnaniu Nikt nie chce przerwać milczenia. Nie pierwszy
Nie pierwsza Milczenie
Ruchy ze wzrokiem w kąt rzuconym. Obok siebie Miejsca w oddzielnych ścianach mieszkania Każdy w swej dziurze. Za duszy drzwiami Ma winę dla niego, dla niej. Dla siebie
Jak zawsze Tłumaczenie
Potem zwierzamy się z kubłem. Zewnętrznie Z krzywdy. Lubiąc mówiących o naszej racji Kto z innym zdaniem, ten wrogiem zaraz I po co się wtrąca w nie swoje sprawy
Do domu z kubłem W milczeniu
By rzucać bezosobowo przekaz. W powietrze Z dotarciem do strony przeciwnej. Aluzją Wymiana zdań przerwanym milczeniem Śmiech z sytuacji. Emocji, napięcia
Wrażliwość na życie po mamie i tacie Mam swoją prywatność. Uszanuj ją proszę Gdy jednak z butami wchodzisz. Pamiętaj Nie jesteś tu mile widzianym człowiekiem
Nie jestem ciekawy życia innych Mam swoją granicę. Za nią rodzina Zawsze serdeczny, ciepły, radosny Dopóki nie przekraczasz granicy
Nie wchodź w prywatność, nie zaproszony Wchodząc, naruszasz moje terytorium Nie uwłaczając niczyjej godności Chcę tego samego, względem mojej osoby
Jeżeli za nic masz moje granice Uznając iż wejdziesz, gdy masz ochotę Nie mam szacunku i uaktywniam Wrażliwość na życie po mamie i tacie
Z dedykacją dla Pani Edyty Krzemień, w trosce o … głos. By zawsze był zdrowy i brzmiał tak pięknie
Głos. Słowa płyną słodkim śpiewem tkane Drgają fale strun głosowych, płynie muzyka Drzwi ludzkich dusz otwarte na oścież Cisza, skupienie na kamieniach krzeseł
Gdy śpiewasz
Morza nie ma. Nie syreną, lecz kobietą jesteś Głębią głosu pod sklepieniem dusz dotykasz Przymknięte powieki. Nie ma nas na widowni Jesteśmy „za drzwiami” W innym świecie
Gdy śpiewasz
Tu przepona, mocy skala. Emocje w oddechu Coraz żywsze bicie serc, skrzydła ptaków w ciele Ciemność wokół. Tylko głos. Gdzie zabrałaś salę? Nie ma nas, teatru. Tylko głos Twój i muzyka